Różni ludzie próbują w różny sposób wymusić na mnie różne decyzje. Najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, że to jest chuja warte. Wszystkei te wjazdy na ambicję, rady cioci Kloci i pochodnych mają jeden, cudowny wręcz, skutek. Wali mnie to.
Jutro przyjdźcie z nowymi pierogami gnuśnymi.
To, czy śpię od 4 do 6, czy od 5 do 7, chyba niewiele wnosi w mój system ochrony przed zwariowaniem :(
skomentuj (0)
Kiedyś myślałem, że kocha.
Teraz tak nie myślę i w ogóle się staram nie myśleć. Myślenie prowadzi tylko do - w sumie błędnych - wniosków, że to wszystko było energią i zaangażowaniem wyrzuconym w błoto. Ale nawet jeśli tak nie jest i tak nie myślę, to sytuacja pokazuje wyraźnie, że nie jest tak, jak powinno być.
W każdym razie wynik jest taki, że znów się będę pętał i obijał. Taki tryb, choć bliski mojemu sercu, prowadzi do drzwi z napisem "nigdzie". Nawet jak próbuję wszystko zrozumieć i racjonalnie sobie ogarnąć, to nie odnajduję odpowiedzi na wiele pytań. Już lepiej zajmę się czymś pożytecznym, chociażby zrobieniem prania. To przynajmniej daje jakieś wymierne efekty. Nie mogę tkwić w takim rozdarciu przez, chuj wie ile, czasu.
A mogło być dobrze, nawet lepiej niż dobrze :/
Spłodzić syna - rzecz prosta niby, jak jebanie wypiętej blachary, a jednak wiąże się z wieloma pułapkami.
Nie można zrobić syna z byle kim, bo byłby to bylesyn, co w bliższej lub dalszej przyszłości, musi spowodować eksplozję frustracji.
Syna trzeba mieć z kim zrobić. Ja na przykład nie mam i w ogóle nie wiem, czy będę miał. Może kiedyś się tak złomocę (choć teraz alkohol powinien wsiąść do dalekobieżnego i odjechać z gwizdem), że ktoś sobie zrobi ze mną za mnie. Ale to też nie będzie spełnienie pierwszego warunku, bo to nie ja, nie moje pragnienie, nie moje emocje, tylko ejakulat mój. Z taką kurwą nie można robić syna, bo wyjdzie skurwysyn. Chuj.
Zbudować dom - rzecz ściśle powiązana z powyższym, bo tak w sumie po chuj mi dom? Jeszcze bym się w nim zgubił. Gdyby surogatka mojego syna i mój syn mieszali w nim, to miałbym jeszcze szansę się zwrócić do nich o pomoc. A tak? Nie będę się, kurwa, po próżnicy błąkał po czymś, co nie dosyć, że wyssało ze mnie wszystkie siły i pieniądze z konta, to jeszcze mnie dobija swoją pustką. Nie ma chuja!
Zasadzić drzewo - tego to już w ogóle nie kumam. Sadziłem choinki w podstawówce, jednak nie sądzę, aby ta zajebiście nudna czynność w jakikolwiek wpłynęła na poziom mojej męskości, choć z powiedzenia powinno to być aż jebane 33,3%. Wolałbym już zasadzić 20 grządek szałwii, rozmarynu, mięty, estragonu, oregano, bazylii, czy nawet hektar czosnku. Właściwie gdzieś głęboko w zapiździu mam sadzenie drzew.
Konkluzja: nie ma syna, nie ma domu, nie ma drzewa - kiepski ze mnie facet